Grzesik: Niebezpieczne gierki energetycznych bossów

2017-09-17

A- A A+
grzesikjaroslaw

Solidarność Górnicza: — Górnicza „Solidarność” wystą­piła do pre­mier Beaty Szydło, doma­ga­jąc się udziału strony spo­łecz­nej w nego­cja­cjach doty­czą­cych pomocy publicz­nej w Brukseli. To nie­mal jak votum sepa­ra­tum dla dzia­łań rządu. Skąd takie ostre wystąpienie?

Jarosław Grzesik, prze­wod­ni­czący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”: - Może nie ostre, ale sta­now­cze. Powoli koń­czy się nasza cier­pli­wość dla peł­nej nie­ja­sno­ści poli­tyki nego­cja­cyj­nej. Nie wiemy, w jakim kie­runku zmie­rzają te roz­mowy, bo nie mamy prak­tycz­nie żad­nych infor­ma­cji. Można odnieść wra­że­nie, że strona pol­ska ulega więk­szo­ści żądań urzęd­ni­ków z Brukseli, któ­rzy mówią wprost: nie ma miej­sca dla węgla w Europie. Jeśli prawdą jest, że nego­cja­to­rem pol­skim jest w dal­szym ciągu były wice­mi­ni­ster ener­gii Wojciech Kowalczyk [obec­nie wice­pre­zes Zarządu Polskiej Grupy Energetycznej — przyp. red. SG], to nie dzi­wię się, że sprawy się mają tak, a nie ina­czej, bo to prze­cież poprzedni rząd, któ­rego człon­kiem był Wojciech Kowalczyk, zobo­wią­zał się do zna­czą­cej reduk­cji wydo­by­cia węgla w Polsce. Dziś zarówno kopal­nia „Makoszowy”, jak i „Krupiński”, mogłyby pro­wa­dzić efek­tyw­nie swoją pro­duk­cję, bo gospo­darka potrze­buje węgla. Kopalnie te prze­grały z dogma­tem, a nie eko­no­mią. Pytanie, ile jesz­cze kopalń musimy poświę­cić w imię dobrych rela­cji z Brukselą i doko­na­nych zobo­wią­zań. Dlatego doma­gamy się uczest­nic­twa w nego­cja­cjach na temat pomocy publicz­nej, która jest fał­szy­wie przed­sta­wiana jako pomoc dla branży węgla kamien­nego, bo — de facto — służy ona jego likwi­da­cji. Chcemy spo­tkać się, jako gór­ni­cza „Solidarność”, z pre­mier Beatą Szydło, by poroz­ma­wiać o sytu­acji pol­skiego węgla, gdyż sprawa nego­cja­cji z Brukselą to nie jedyny palący problem.

SG: — Co jesz­cze jest palą­cym problemem?

JG: - Poważnym zagro­że­niem byłaby zapo­wia­dana medial­nie próba roz­działu kopalń Polskiej Grupy Górniczej pomię­dzy spółki ener­ge­tyczne, które są udzia­łow­cami PGG. Ten temat zaczął już funk­cjo­no­wać medial­nie. Wiemy jed­nak dosko­nale, że to nie jest zwy­kła „kaczka dzien­ni­kar­ska”. Takie roz­mowy na radzie inwe­sto­rów PGG są już pro­wa­dzone. Pierwszym ele­men­tem tego planu mia­łoby być wpro­wa­dze­nie do Spółki szó­stego członka Zarządu — do spraw restruk­tu­ry­za­cji. Tak naprawdę miałby to być ktoś w rodzaju „nad­pre­zesa”, który decy­do­wałby o kie­run­kach roz­woju PGG, czyli — de facto — sana­cji poprzez jej podział. Widzimy, że co jakiś czas poja­wiają się tak zwane fake newsy, które mają dopro­wa­dzić do podzia­łów wśród samych pra­cow­ni­ków Spółki, że rze­komo część kopalń, tych bar­dziej wydaj­nych, pra­cuje na resztę, więc lepiej byłoby dzia­łać samo­dziel­nie, a nie w gru­pie. Obawiamy się, że reali­za­cja tego planu dopro­wa­dzi do tego, że część kopalń pozo­sta­nie poza mar­gi­ne­sem zain­te­re­so­wa­nia kon­cer­nów ener­ge­tycz­nych i - tym samym — zosta­nie ska­zana na likwi­da­cję. Przypomnę, że taki plan, pole­ga­jący na wyod­ręb­nie­niu z Kompanii Węglowej ryb­nic­kich kopalń, miała poprzed­nia wła­dza. Odnoszę wra­że­nie, że mimo zmiany wła­dzy, ten plan ktoś pró­buje nadal reali­zo­wać. Przyznam uczci­wie, że mnie to nie dziwi, skoro na szcze­blach władz kon­cer­nów ener­ge­tycz­nych — w tym także PGNiG — zasia­dają ludzie, któ­rzy spra­wo­wali odpo­wie­dzialne funk­cje za rzą­dów PO-PSL.

SG: — Komu na tym zależy? Udziałowcom? Przecież oni powinni być zain­te­re­so­wani wzmac­nia­niem PGG, bo zysk Spółki to ich zysk.

JG: - Nie zapo­mnijmy, że udzia­łowcy są też głów­nymi kon­su­men­tami węgla pocho­dzą­cego z PGG. Z ich punktu widze­nia kopal­nie powinny funk­cjo­no­wać jedy­nie jako tzw. zakłady nawę­gla­nia elek­trowni. Mocna PGG to nie­wdzięczny dla nich part­ner, bo może decy­do­wać o kształ­cie rynku, o cenach surowca, który sta­nowi główny koszt dzia­łal­no­ści kon­cer­nów ener­ge­tycz­nych. Prezesi kon­cer­nów ener­ge­tycz­nych zauwa­żyli, że PGG w kolej­nych latach, kiedy wyj­dzie na pro­stą — a ufam, że tak się sta­nie — może mieć fun­da­men­talny wpływ na roz­wój rynku ener­ge­tycz­nego. Dlatego, moim zda­niem, pró­bują zro­bić wszystko, by pozbyć się sil­nego part­nera po stro­nie gór­nic­twa. To jest powód, dla któ­rego co jakiś czas pano­wie z Mysiej czy Kasprzaka stra­szą Polaków, że wzrost cen węgla to wzrost cen ener­gii. A jakoś nie przy­po­mi­nam sobie, żeby w ostat­nich latach, przy zna­czą­cych obniż­kach cen węgla, spa­dły w Polsce ceny ener­gii. Z ubo­le­wa­niem stwier­dzam, że pre­zesi PGE czy PGNiG chcą decy­do­wać o poli­tyce ener­ge­tycz­nej Polski. Jeśli mini­ster ener­gii dalej będzie ule­gał pod­szep­tom pre­ze­sów kon­cer­nów ener­ge­tycz­nych, to degra­da­cja pol­skiego gór­nic­twa węgla kamien­nego będzie dalej postę­po­wała. A chciał­bym zauwa­żyć, że Ślą­ska nie stać na dal­szą likwi­da­cję kopalń, bo gospo­darka ślą­ska to orga­nizm naczyń połą­czo­nych. Jedno miej­sce pracy utra­cone w gór­nic­twie to cztery miej­sca utra­cone wokół. Ślą­ska nie stać na podział PGG, bo ten region potrze­buje sil­nych pod­mio­tów gospo­dar­czych, swego rodzaju wehi­ku­łów gospo­dar­czych, dają­cych pracę i pła­cą­cych podatki tu, w regionie.

SG: — Inne pro­blemy jakie chcie­li­by­ście omówić?

JG: - Jest ich wiele. Wspomnę tylko o pro­ble­mie depu­ta­tów eme­ryc­kich, który to pro­blem rząd zała­twia od bli­sko dwóch lat i zała­twić wciąż nie może. Branża gór­ni­cza napo­tyka też na sze­reg barier ze strony Ministerstwa Śro­do­wi­ska, jak choćby ure­gu­lo­wa­nia doty­czące jako­ści węgla czy kon­ce­sji na wydo­by­cie węgla. Skoro na szcze­blu mini­sterstw nie spo­ty­kamy się ze zro­zu­mie­niem, stąd nasz postu­lat o roz­mowy z sze­fową rządu. Nie twier­dzę, że ten rząd nie zro­bił wiele dobrego dla pol­skiego gór­nic­twa węgla kamien­nego. Zrobił, bo poprzez doka­pi­ta­li­zo­wa­nie i zmiany orga­ni­za­cyjne zbu­do­wał mocny fun­da­ment pod roz­wój pol­skiego gór­nic­twa. Doceniam tu sta­ra­nia kie­row­nic­twa Ministerstwa Energii, zwłasz­cza w oso­bach mini­strów Tchórzewskiego i Tobiszowskiego, któ­rzy wzięli na sie­bie ryzyko całego pro­cesu. Bez ich olbrzy­miego zaan­ga­żo­wa­nia i cięż­kiej pracy nasze naj­więk­sze spółki węglowe już dawno by upa­dły. Odnoszę jed­nak wra­że­nie, że powoli ule­gamy ogól­nemu prze­ko­na­niu, że sprawy węgla w Polsce mają się dobrze i niech one się toczą swoim torem. Niestety, tak nie jest. Stworzono już fasa­dowy pro­gram dla Ślą­ska, za któ­rym się nic kon­kret­nego nie kryje. Tak samo powoli zaczyna się two­rzyć fasadę suk­cesu węglo­wego. Jednak mało kto wie, że za tą fasadą trwają już gierki, które upra­wiają bos­so­wie ener­ge­tyczni, mogące roz­mon­to­wać cały ten trudny wysi­łek — w tym zwłasz­cza wysi­łek pra­cow­ni­ków branży gór­ni­czej. Nie będziemy się temu przy­glą­dać obo­jęt­nie. Zwracam uwagę rzą­dzą­cym, że Śląsk ma fun­da­men­talne zna­cze­nie dla wybo­rów ogól­no­pol­skich. Kto wygrywa wybory na Ślą­sku, ten wygrywa w Polsce. Niech rzą­dzący z Prawa i Sprawiedliwości o tym nie zapominają.

SG: — Dziękujemy za rozmowę.

Materiał pocho­dzi ze strony http://www.solidarnoscgornicza.org.pl/