Jak trwoga to do związku

2017-04-26

A- A A+
Solidarność

Do sie­dziby komi­sji zakła­do­wej Solidarności wpada pra­cow­nik. Nazwijmy go Jan Malinowski. Chce zapi­sać się do związku. Natychmiast. Parę minut póź­niej do tej samej komi­sji przy­cho­dzi pyta­nie od pra­co­dawcy, czy Jan Malinowski jest człon­kiem związku, ponie­waż zamie­rza wobec niego roz­po­cząć postę­po­wa­nie dys­cy­pli­narne. Malinowski liczy, że zwią­zek będzie go bronił.

 

Takie przy­kłady wska­zuje Józef Czyczerski, prze­wod­ni­czący Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ Solidarność i szef Komisji Zakładowej Solidarności w KGHM Polska Miedź S.A., w oddziale zakła­dów gór­ni­czych „Rudna. Zna je i Andrzej Rybicki, prze­wod­ni­czący Sekcji Krajowej Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków: — Często jest tak, że ludzie zapi­sują się do związku dopiero wtedy, gdy mają stra­cić pracę, bądź uwa­żają, że są nie­spra­wie­dliwe pomi­jani przy awan­sach i nagro­dach. To czę­ste przy­padki – mówi.
– Dziewięciu na dzie­się­ciu pra­cow­ni­ków nie­zrze­szo­nych, gdy grozi im utrata pracy, wska­zuje jako orga­ni­za­cję, która będzie bro­niła ich praw, zakła­dową Solidarność. Co do zasady nie sta­jemy w obro­nie takiego pra­cow­nika, cho­ciaż oczy­wi­ście zda­rzają się wyjątki – mówi z kolei Lech Majchrzak wice­prze­wod­ni­czący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” ArcelorMittal Poland S.A. Dąbrowa Górnicza. — Gdy ludzie nie są zagro­żeni utratą pracy, czy innymi przy­kro­ściami, nie zapi­sują się do związku, bo prze­szka­dza im, że muszą pła­cić składki. Pytam ich wtedy, dla­czego płacą OC, choć nigdy nie spo­wo­do­wali wypadku. Odpowiadają, że to takie ubez­pie­cze­nie. Związek też jest ubez­pie­cze­niem, z tym, że w zakła­dzie pracy.
– Zdarza się, że pra­cow­nicy nagle zapi­sują się do związku. Na ogół wtedy, gdy czują się zagro­żeni. Często tłu­ma­czą wów­czas, że od dawna chcieli zwią­zać się z Solidarnością – mówi z kolei Tomasz Ludwiński, prze­wod­ni­czący sek­cji Krajowej Pracowników Skarbowych.

Nowe Komisje Zakładowe
W Muzeum Techniki w Warszawie, które dziś wal­czy o prze­trwa­nie, związki zawo­dowe  uak­tyw­niły się kilka lat temu. Gdy zwol­nie­nia z pracy zaj­rzały pra­cow­ni­kom w oczy skrzyk­nęli  się, wybrali komi­sję zakła­dową, zaczęli aktyw­nie dzia­łać.  - Istotnie orga­ni­za­cje związ­kowe w zakła­dach pracy powstają tam, gdzie ist­nieje jakiś pro­blem, czę­sto zwią­zany z moż­li­wo­ścią zwol­nień gru­po­wych. Wówczas pra­cow­nicy szu­kają pomocy insty­tu­cjo­nal­nej – twier­dzi Grzegorz Iwanicki, sekre­tarz  „S” regionu Mazowsze. Podkreśla, że wów­czas „S” stara się roz­wią­zać pro­blem, dostar­cza­jąc m. in pomocy praw­nej. — Gdy pro­blem uda się roz­wią­zać na ogół komórki zakła­dowe zostają i zaczy­nają aktyw­nie dzia­łać – pod­kre­śla. Ale zagro­że­nie utratą pracy nie jest jedy­nym powo­dem, dla któ­rego ludzie two­rzą komórki zakła­dowe „S”. — Ostatnio w powia­to­wym urzę­dzie pracy w Otwocku powstała zakła­dowa orga­ni­za­cję „S”. Do Solidarności z 55 pra­cow­ni­ków zapi­sało się 27. A zagro­że­nia zwol­nie­niami tam nie ma. W tym wypadku powo­dem zało­że­nia związku była chęć pod­ję­cia roz­mów o pod­wyż­kach płacy pod szyl­dem Solidarności. Motywacją pra­cow­ni­ków do zało­że­nia związku nie była więc trwoga, ale racjo­na­li­za­cja dzia­łań – mówi Iwanicki.

Korzystają wszy­scy wysił­kiem nie­licz­nych
Józef Czyczerski, wska­zuje, że pod­czas nego­cja­cji zbio­ro­wych ukła­dów pracy stro­nami są pra­co­dawca i związki zawo­dowe, które repre­zen­tują pra­cow­ni­ków. Gdy uda się zawrzeć układ zbio­rowy, korzy­stają z niego wszy­scy pra­cow­nicy. – Pracownicy nie­zrze­szeni czę­sto myślą, że korzystny układ zbio­rowy spadł z nieba. Nie widzą, że był efek­tem nie­raz trud­nych i pra­co­chłon­nych nego­cja­cji – mówi. Lech Majchrzak dodaje, że w takiej sytu­acji nie­zrze­szeni potra­fią śmiać się w twarz związ­kow­com: „Zobacz ty pła­cisz składki, ja nie płacę a mamy to samo”.  - Trudno mi tych ludzi nie nazwać jemio­łami, bo wyko­rzy­stują to, na co pra­cują i skła­dają się inni – mówi. Swego czasu w cza­so­pi­śmie zakła­do­wym Solidarności z Huty Katowice uka­zał się arty­kuł, w któ­rym związ­kowcy zapo­wie­dzieli, że będą nego­cjo­wać pod­wyżki wyłącz­nie dla człon­ków „S”. — Rozdzwoniły się tele­fony. Niezrzeszeni dzwo­nili z pre­ten­sjami, twier­dzili, że nie wolno nam tak postę­po­wać. A ja uwa­żam, że to by było spra­wie­dliwe. Dlaczego nie­zrze­szeni mają korzy­stać z owo­ców naszej pracy?
Podobnego zda­nia jest Andrzej Rybicki, który dopo­wiada, że związ­kowcy nie tylko pono­szą trudy nego­cja­cji ale rów­nież z tego powodu nara­żają się pra­co­dawcy. – To kon­kretne osoby, związ­kowcy,  stają się twa­rzami pro­te­stów, to one są na pierw­szej linii ognia.
Członkowie Solidarności z regionu Świę­to­krzy­skiego w cza­sie 19. Walnego Zebrania Delegatów przy­jęli sta­no­wi­sko, aby związki zawo­dowe, które pono­szą cał­ko­wity cię­żar repre­zen­ta­cji wszyst­kich pra­cow­ni­ków w nego­cja­cjach z pra­co­daw­cami (nego­cjują układy zakła­dowe, regu­la­miny pracy, itd.) były finan­so­wane w inny spo­sób niż do tej pory. Obecnie związki zawo­dowe utrzy­mują się wyłącz­nie ze skła­dek człon­kow­skich. – Możliwy jest tu sys­tem kana­dyj­ski pole­ga­jący na tym, że w momen­cie wyne­go­cjo­wa­nia przez zwią­zek zbio­ro­wego układu pracy, czy pod­wy­żek dla pra­cow­ni­ków, osoby nie­bę­dące człon­kami związku, a korzy­sta­jące z nowego układu zbio­ro­wego, z mocy ustawy mają potrą­cane część wyna­gro­dze­nia na rzecz związku – mówił Tygodnikowi Solidarność prze­wod­ni­czący Waldemar Bartosz.

Jedną zapałkę zła­mać łatwo, a całą garść?
Stare chiń­skie przy­sło­wie mówi, że łatwo jest zła­mać jedną zapałkę, jed­nak gar­ści zapa­łek jed­nym ruchem zła­mać nie spo­sób. — Organizacje związ­kowe są wła­śnie takimi gar­ściami zapa­łek. Pojedynczy pra­cow­nik nie­wiele zna­czy – pod­kre­śla Lech Majchrzak i przy­ta­cza przy­kłady zakła­dów, w któ­rych nie ma związ­ków zawo­do­wych. Tam pra­cow­nicy są zwal­niani wedle widzi­mi­się pra­co­dawcy.
Józef Czyczerski pod­kre­śla, że mecha­nizm nego­cja­cji ukła­dów zbio­ro­wych oraz zasady dzia­ła­nia związ­ków bywają nie­zro­zu­miałe dla pra­cow­ni­ków. Przyczyniła się do tego wroga pro­pa­ganda pro­wa­dzona za rzą­dów PO i PSL, która sta­rała się nadać związ­kow­com miano paso­ży­tów żeru­ją­cych na zakła­dach pracy.
Józef Czyczerski zwraca także uwagę na pewną nie­spra­wie­dli­wość w sys­te­mie fiskal­nym. Otóż składka związ­kowa pobie­rana jest z wyna­gro­dze­nia pra­cow­ni­ków po opo­dat­ko­wa­niu, tym­cza­sem powinna być potrak­to­wana jako koszt uzy­ska­nia przy­chodu, podob­nie jak składka na ubez­pie­cze­nie spo­łeczne. – Być może składka na związki, powinna być pobie­rana obli­ga­to­ryj­nie od wszyst­kich pra­cow­ni­ków, któ­rzy chcą być objęci ukła­dem. Wówczas, jeśli pra­cow­nik należy do jakie­goś związku, to jego składka wędruje do kasy tego związku, jeżeli zaś nie należy, to jest dzie­lona pro­por­cjo­nal­nie pomię­dzy wszyst­kie dzia­ła­jące związki – mówi „Tygodnikowi Solidarność”. Podobnie uważa  Andrzej Rybicki.

 

Powiedz pomi­dor
Spółka Agora roz­po­częła zwal­nia­nie pra­cow­ni­ków. Dla osób, które nie należą do związku, ist­nie­jąca w Agorze komi­sja zakład­kowa ( Solidarność ist­nieje tam od 2011 roku) przy­go­to­wała porad­nik. Został opu­bli­ko­wany na por­talu spo­łecz­no­ścio­wym. Wskazuje się w nim, że pra­cow­ni­ków wzywa się do kadr w ostatni dzień mie­siąca, aby wrę­czyć wymó­wie­nie. Za nim jed­nak to nastąpi, pra­cow­nik jest pytany, czy należy do związku. Aby zwol­nić osobę nale­żącą do związku pra­co­dawca jest praw­nie zobli­go­wany skon­sul­to­wać to z zakła­dową orga­ni­za­cją związ­kową. Osoby nie­zrze­szone i nie pod­le­ga­jące ochro­nie związku pra­co­dawca może zwol­nić nie pyta­jąc się nikogo o zda­nie. Poradnik radzi, aby w takiej sytu­acji odpo­wia­dać na przy­kład: „pomi­dor”, „nie potwier­dzam ani nie zaprze­czam”, „sami sobie sprawdź­cie”, „powo­łuję się na piątą poprawkę”, „ho-ho beri beri”. Wówczas pra­co­dawca będzie miał obo­wią­zek samemu spraw­dzić, czy osoba należy do związku. Spowoduje to, że pro­ce­dura prze­cią­gnie się na kole­iny miesiąc.

W spra­wach indy­wi­du­al­nych Solidarność broni człon­ków Solidarności
Przewodniczącego Piotra Dudę różne media wie­lo­krot­nie pytały, czy będzie bro­nił przed zwol­nie­niami np. wszyst­kich nauczy­cieli. Przewodniczący odpo­wiada, że zwią­zek będzie bro­nił przede wszyst­kim swo­ich człon­ków, bo tak sta­nowi prawo. Istotnie art.  7 Ustawy o związ­kach zawo­do­wych mówi: „1. W zakre­sie praw i inte­re­sów zbio­ro­wych związki zawo­dowe repre­zen­tują wszyst­kich pra­cow­ni­ków, nie­za­leż­nie od ich przy­na­leż­no­ści związ­ko­wej. 2. W spra­wach indy­wi­du­al­nych sto­sun­ków pracy związki zawo­dowe repre­zen­tują prawa i inte­resy swo­ich człon­ków. Na wnio­sek pra­cow­nika nie­zrze­szo­nego zwią­zek zawo­dowy może pod­jąć się obrony jego praw i inte­re­sów wobec pra­co­dawcy.” Postanowienia ustawy uzu­peł­nia wyrok Sądu Najwyższego z 7 maja 2007 r. (II PK 305/06), zgod­nie z któ­rym jeżeli pra­cow­nik jest człon­kiem związku, w spra­wach jego sto­sunku pracy może być repre­zen­to­wany przez tę orga­ni­za­cję, do któ­rej należy. Wykluczone jest obję­cie go ochroną przez zakła­dową orga­ni­za­cję innego związku. Oznacza to, że w pra­wach i inte­re­sach zbio­ro­wych (nego­cjo­wa­nie i zawie­ra­nie ukła­dów zbio­ro­wych, uzgad­nia­nie regu­la­mi­nów pracy i wyna­gra­dza­nia, spo­rów zbio­ro­wych) związki repre­zen­tują wszyst­kich pra­cow­ni­ków danego zakładu i to nie­za­leż­nie od ich przy­na­leż­no­ści związ­ko­wej. Związki repre­zen­tują wów­czas pra­cow­ni­ków nie zrze­szo­nych, dzia­łają w ich imie­niu. Inaczej sytu­acja się ma w spra­wach indy­wi­du­al­nych. Wykluczone jest, aby jeden zwią­zek bro­nił pra­cow­nika nale­żą­cego do innego związku. W przy­padku, gdy pra­cow­nik jest nie­zrze­szony. Związek może pod­jąć się jego obrony, ale nie musi.

Materiał pocho­dzi ze strony: http://www.tysol.pl